J S

„SILVA  RERUM” - „CICER CUM CAULE”

 

 

„Wydział Metali Nieżelaznych - 45 lat istnienia”

(aula – 22.09.2007)

 

 

Panie Rektorze, Panie Dziekanie, Koleżanki i Koledzy

 

     Piętro wyżej można oglądnąć replikę brontozaura, zaś dziekan Fitzner postanowił zademonstrować okaz prehistorycznego mamuta, w dodatku żywego. W związku z tym zwrócił się do mnie abym zabrał głos na dzisiejszym spotkaniu. Lekkomyślnie dodał, że mogę mówić nawet 10 minut!

     Przechodząc do tonacji bardziej serio – ta sala, aula, przypomina mi szereg wydarzeń ważnych, w życiu kraju, uczelni a i moim własnym. – Wiosna czterdziestego piątego roku, pierwsze zetknięcie z uczelnią. Razem z około trzystu przyjętymi na studia kolegami siedziałem  tam gdzie Wy dzisiaj. Rektor Goetel przywitał nas górniczym „Szczęść Boże”,  tymi samymi słowami które usłyszeliśmy przed chwilą od obecnego  z nami Prorektora Cieśli.  Rektor Goetel, przemawiał z tego samego miejsca z którego, zaledwie przed kilku miesiącami, gubernator Frank zapewniał że „w tym budynku już nigdy, nikt nie będzie mówił po polsku”. – Nie mieliśmy złudzeń w jakich warunkach przyjdzie nam  żyć, wierzyliśmy jednak że zdobywając wykształcenie będziemy mogli być pożyteczni dla społeczeństwa. I rzeczywiście z tego „miotu” wyszło około czterdziestu profesorów wyższych uczelni oraz wielu wybitnych inżynierów odbudowujących i rozbudowujących zakłady przemysłowe, opracowujących nowe technologie itp. – Czasy były straszliwe, terror stalinowskich procesów politycznych i zapadających wyroków; - odbywające się w tej auli masówki na których tłumaczono że ci którzy walczyli z okupantem w rzeczywistości byli zdrajcami, zaś prawdziwymi patriotami są ci którzy przyszli z nowym okupantem i realizują jego okrutną politykę. – Profesor Mięsowicz, który przyjmował nas na studia,  powiedział  po latach „nie pytałem  wówczas z jakiego lasu przychodzicie”. Dominująca większość z nas była jednak , w okresie okupacji niemieckiej, w jakiejś formie związana z „akowską”  konspiracją o której oficjalna propaganda mówiła „AK – zapluty karzeł reakcji”. – Intensywna praca i nauka  pozwalały nam zachowywać równowagę psychiczną.

     Rok 56, spontaniczne spotkanie w auli, nadzieja, wprawdzie ustrój pozostaje ale być może  jego realia będą bardziej znośne. Następne lata, mniej zbrodniczych praktyk, bardziej zakamuflowane ich formy,  lecz nadal pełnia zakłamania. Znów masówki na których tłumaczono kto jest dobry a kto zły, kogo należy podziwiać i czcić a kogo potępiać i nienawidzić.

     Wreszcie data od której liczymy nasz jubileusz, rok 62. Dotychczas tradycyjnymi „polskimi metalami nieżelaznymi” były cynk i ołów. Pojawienie się perspektywy ogromnego przemysłu miedziowego  zainspirowało prof. Krupkowskiego aby, na bazie istniejących w AGH katedr, utworzyć Wydział Metali Nieżelaznych którego działalność dydaktyczna i badawcza koncentrowała by się na tych metalach. Realizacja projektu nie była łatwa, pojawiło się wielu oponentów. Z braku czasu nie będę omawiał przedstawianych motywów. Spory trwały dość długo. Wreszcie odbyło się w Warszawie posiedzenie, z udziałem dostojników władnych podjąć decyzję. Jak często bywa na tego rodzaju długich obradach, gdy wszyscy są już znużeni wieloma „zakalcowatymi” wystąpieniami, jakaś celna wypowiedź może  przeważyć szalę. - Jednym z głównych przeciwników powstania wydziału była pani profesor, chemik, z poza krakowskiej uczelni. Zabierając głos stwierdziła, że „uczelnia powinna być miejscem racjonalnego myślenia oraz powinna uczyć racjonalnego działania. W związku z tym nonsensem jest tworzenie wydziału który już w swej nazwie ma negację – metale nieżelazne”. Profesor Ptak, reprezentujący AGH,  odpowiedział „zgadzam się z panią profesor i stawiam wniosek aby  zlikwidować również chemię nieorganiczną”. Nie był to wprawdzie argument(?) rzeczowy, ale podobał się to zebranym i praktycznie przesądził o utworzeniu WMN. Wyniki działalności naukowej tego Wydziału zajęły i nadal zajmują wysoką pozycję w rankingu uczelnianym. Bezspornym dowodem  wysokiego poziomu kształcenia kadr dla   przemysłu  są obecni tu koleżanki i koledzy. – Problemy WMN jednak się nie skończyły. Co jakiś czas wraca, jak fala morska, myśl aby doprowadzić do zniknięcia  istniejącego wydziału, a raczej jego nazwy,  przez włączenie  w inne struktury uczelniane  Wydaje się że w perspektywie czasu zniknięcie „szyldu” WMN, integrującego ludzi uczelni i przemysłu, będzie szkodliwe dla obu stron. Zapewne będzie to korzystne dla innych ośrodków  które po jakimś czasie, zapewne w nieco zmienionej formie, chętnie go podejmą. Jeśli myślicie koleżanki i koledzy podobnie, możecie współdziałać w przeciwstawianiu się tym pomysłom mówiąc w różnych gremiach o efektywnej współpracy WMN z waszymi zakładami.

     Wróćmy do wydarzeń w kraju i ich słyszalnego w auli echa.. Rok 68 „syjoniści do Syjamu”, Ursus, Radom, Gdańsk za każdym razem masówki na których usiłowano przekonywać o potrzebie potępiania „kogo należy” i wychwalania władz które zostały zmuszone do podjęcia „odpowiednich działań”. Zebrań na których usiłowano przekonywać że podwyżki cen jednych towarów przy równoczesnych obniżkach innych dają w efekcie podwyżkę „realnych płac” (jeden z laborantów , zabierając głos w dyskusji, zapytał naiwnie „czy nie było by prościej zostawić ceny bez zmian a tą „realną podwyżkę” uzyskać przez zwiększenie pensji?”. .   Rok 80 euforia Solidarności, zebranie delegatów w auli (brałem w nim udział), na którym powstaje uczelniany komitet  S  Stan wojenny, w którym przychodzi mi dziekanić przez kilka lat, razem z  prof. Zofią Orman (nazywaną przez nas - „non iron lady”) oraz z nieodżałowanym Tolkiem Pasierbem. Zorganizowane w auli, na żądanie milicji, spotkanie z dziekanami i przedstawicielami organizacji młodzieżowych. Spotkanie na którym przybyli oficerowie pokrzykując oskarżali, nas oraz młodzież, nie odpowiadając jednak na zarzuty dotyczące pobić naszych studentów. – Dzięki mądrej i odważnej postawie rektorów Kleczkowskiego i Gorczycy, dzięki zaufaniu i dobrym kontaktom z wydziałami,  organizacjami młodzieżowymi a nawet z większością partyjnych kolegów, udało się uniknąć niektórych represji które dotknęły szereg innych uczelni zmuszonych do relegowania wielu studentów. W przypadku bardzo silnych nacisków „zawieszano” studenta  z tym że „nie oficjalnie” uczęszczał dalej na zajęcia, zdawał kolokwia itp., tak aby po „odwieszeniu” nie miał braków. - Burzliwe posiedzenia Rad Wydziałów  i Senatu na których zgłaszano protesty przeciw brutalnym aktom przemocy ze strony ZOMO; - przeciągające się nieraz poza północ dyżury dziekańskie w DA aby, w przypadku zdarzających się napadów „zomowców”, byli na miejscu świadkowie tych akcji. - Wszystko to złościło  ogromnie władze, które „odgrywały się” nieraz bardzo brutalnymi działaniami których celem było zastraszane i upokarzanie władz uczelni. Jest to jednak cena którą trzeba czasem zapłacić jeśli na pierwszym planie stawia się wypełnianie podjętych obowiązków a nie  własne korzyści i karierę..

     Rok 90 i znów euforyczne spotkania w auli. Nareszcie wypłynęliśmy na spokojne wody i teraz może być już tylko coraz lepiej. W tym momencie przyszło to co najbardziej bolesne.  Jedność społeczeństwa , dająca nam poczucie siły, zaczęła się rozsypywać prowadząc do dziś widocznej dezintegracji.

     W moim wystąpieniu jak refren powtarzam  że. przez wszystkie te lata, niezależnie od dramatycznych wydarzeń w kraju, życie uczelni, jej działalność dydaktyczna i naukowa,  biegło normalnym torem Burzliwe wydarzenia niekiedy zakłócały tę normalność lecz na szczęście nie zdołały jej zniszczyć. Podaję przykład ilustrujący jak bardzo ta „normalność” jest „zakotwiczona” w ludziach uczelni i bywa zachowana nawet w dramatycznych okolicznościach. – Mój starszy kolega, Stefan Jaworski, w letniej sesji egzaminacyjnej 39 roku oblał matematykę u prof. Gołąba.. Wybuchła wojna, prof. Gołąb aresztowany w „Sonderaktionkrakau” spędza miesiące w Sachsenhausen. Zwolniony, w wyniku starań zagranicznych ośrodków naukowych, wraca do Krakowa i włącza się do działalności tajnego uniwersytetu.  Stefan zmobilizowany, jako plutonowy podchorąży, dostaje się do niewoli rosyjskie (ściślej mówiąc zostaje uwięziony, jeńców bierze się do niewoli w działaniach wojennych tu zaś nie było wojny lecz bandycki napad). Zostaje osadzony w Starobielsku. Szczęśliwie sowieci, nie biorą pod uwagę że jako podchorąży wchodzi w skład korpusu oficerskiego , przekazują go Niemcom, w grupie podoficerów urodzonych na ziemiach włączonych  do „Reichu”.. Zostaje osadzony w obozie jenieckim z którego pod koniec wojny ucieka i przedziera się do armii polskiej we Włoszech. Wraca do kraju w 46 roku z zamiarem kontynuowania studiów. Zaczyna od nieszczęsnej matematyki. Opowiadał mi potem „zgłaszam się do profesora Gołąba a ten spojrzał na mnie i mówi – no to dam panu tę samą całeczkę której pan nie rozwiązał poprzednim razem”. Koszmar lat wojny odsunął się na daleki plan wróciły, nie zawsze przyjemne lecz normalne, realia życia w uczelni.

     Żyjemy w czasach braku zaufania, podejrzliwości, wzajemnych oskarżeń przeradzających się często w inwektywy i we wrogość. Dobrze jest powrócić myślą do lat naszych studiów, do normalności życia w  uczelni. Przebywaliśmy wówczas w gronie  przyjaznych  kolegów na których zawsze można było liczyć. Ktoś kto miał inne zdanie nie był naszym przeciwnikiem zaś przeciwnik nie stawał się automatycznie wrogiem. Ufaliśmy sobie i byliśmy wzajemnie życzliwi.

     Tak było, tak może być i tak powinno być w naszym społeczeństwie. – czego koleżankom,  kolegom a i sobie życzę.

 

Foto: Maciej Gądek

DO SPISU                          STRONA GŁÓWNA